
Początkujący użytkownik

Postów: 48
Data rejestracji: 03.09.09

Początkujący użytkownik

Postów: 28
Data rejestracji: 05.04.10

Użytkownik

Postów: 74
Data rejestracji: 27.10.09

Początkujący użytkownik

Postów: 48
Data rejestracji: 03.09.09

Nowicjusz

Postów: 3
Data rejestracji: 26.04.10

Administrator

Postów: 27
Data rejestracji: 13.12.08

Użytkownik

Postów: 74
Data rejestracji: 27.10.09

Początkujący użytkownik

Postów: 48
Data rejestracji: 03.09.09

Administrator

Postów: 31
Data rejestracji: 07.07.09

Użytkownik

Postów: 74
Data rejestracji: 27.10.09

Początkujący użytkownik

Postów: 28
Data rejestracji: 05.04.10

Użytkownik

Postów: 74
Data rejestracji: 27.10.09
Zobacz temat
Początkujący użytkownik

Postów: 48
Data rejestracji: 03.09.09
Sprawdziłem dokładniej. Wypowiedź o tym, że "wszystko dozwolone" była jednak wypowiedzią Teresy (post #27) . Jeśli spowodowałem nieścisłość, wybaczcie.
Piszesz, droga DUCHOWNO, że: "szczególną uwagę należy poświęcić na przygotowanie nastolatków do dorosłego życia, w zgodzie z zasadami chrześcijaństwa" - więc zastanówmy się, czym są zasady?
Są to pewne określone w jakiś sposób sposoby, procedury działania, postępowania, zachowywania się.
Pisząc o roli życiorysów świętych dla nauczania współczesnej młodzieży, chciałem zaakcentować, że na konkretnych przykładach życia, a nie tylko na teoretycznym opisywaniu tych zasad, można chyba lepiej poinformować młodzież o istnieniu tych zasad. Problem jawi się - moim zdaniem - gdzie indziej... Jeśli mówimy o ZASADACH CHRZEŚCIJAŃSTWA i ZASADACH Z CHRZEŚCIJAŃSTWA wypływających, stanowczo i kategorycznie nie możemy dopuścić do tego, żeby młodzi wyznawcy Chrystusa SAMI SOBIE TE ZASADY USTALALI. Bo te zasady, czy tego chcemy czy nie, są niezmienne, stałe, nie podlegają dyskusji. Możemy jedynie dyskutować nad tym, jak je skutecznie wprowadzać w życie. Jeśli to my sami będziemy sobie te zasady USTALALI, to one nie będą zasadami chrześcijaństwa. My możemy je na kartach Ewangelii poszukiwać, ale nie wolno nam ich zmieniać. W różnych czasach jest tylko różnica w sposobach adaptacji, przyjęcia, zastosowania tych zasad w codziennym życiu.
Nie rozumiem dlaczego shk stwierdza, że dyskusja nie posuwa się do przodu? Dla mnie tak nie jest. Dzięki niej zwróciłem uwagę na ciekawy szczegół dyskusji: marne szanse katechetów, nauczycieli, policjantów, psychologów w "poprawianiu i kształtowaniu młodzieży", jeśli ich rodzice sami z nią nie dają sobie rady. Najmocniejsze wysiłki czynione nad młodzieżą i z nią spełzną na niczym, jeśli nie włączą się w nie świadomie i odpowiedzialnie RODZICE.
Piszesz, droga DUCHOWNO, że: "szczególną uwagę należy poświęcić na przygotowanie nastolatków do dorosłego życia, w zgodzie z zasadami chrześcijaństwa" - więc zastanówmy się, czym są zasady?
Są to pewne określone w jakiś sposób sposoby, procedury działania, postępowania, zachowywania się.
Pisząc o roli życiorysów świętych dla nauczania współczesnej młodzieży, chciałem zaakcentować, że na konkretnych przykładach życia, a nie tylko na teoretycznym opisywaniu tych zasad, można chyba lepiej poinformować młodzież o istnieniu tych zasad. Problem jawi się - moim zdaniem - gdzie indziej... Jeśli mówimy o ZASADACH CHRZEŚCIJAŃSTWA i ZASADACH Z CHRZEŚCIJAŃSTWA wypływających, stanowczo i kategorycznie nie możemy dopuścić do tego, żeby młodzi wyznawcy Chrystusa SAMI SOBIE TE ZASADY USTALALI. Bo te zasady, czy tego chcemy czy nie, są niezmienne, stałe, nie podlegają dyskusji. Możemy jedynie dyskutować nad tym, jak je skutecznie wprowadzać w życie. Jeśli to my sami będziemy sobie te zasady USTALALI, to one nie będą zasadami chrześcijaństwa. My możemy je na kartach Ewangelii poszukiwać, ale nie wolno nam ich zmieniać. W różnych czasach jest tylko różnica w sposobach adaptacji, przyjęcia, zastosowania tych zasad w codziennym życiu.
Nie rozumiem dlaczego shk stwierdza, że dyskusja nie posuwa się do przodu? Dla mnie tak nie jest. Dzięki niej zwróciłem uwagę na ciekawy szczegół dyskusji: marne szanse katechetów, nauczycieli, policjantów, psychologów w "poprawianiu i kształtowaniu młodzieży", jeśli ich rodzice sami z nią nie dają sobie rady. Najmocniejsze wysiłki czynione nad młodzieżą i z nią spełzną na niczym, jeśli nie włączą się w nie świadomie i odpowiedzialnie RODZICE.
Początkujący użytkownik

Postów: 28
Data rejestracji: 05.04.10
MIMAKSIO ciekawie to podsumował, więc pozwólcie, że zadam konkretne pytanie z racji mojego zawodu.
Skoro katecheza i nauczanie ma małe szanse powodzenia bez świadomego współudziału rodziców, niech DUCHOWNA i TERESA spróbują zaproponować konkretne metody: JAK WŁĄCZYĆ RODZICÓW W PROCES NAUCZANIA (np. religii w szkole)?
Czy ma się to ograniczyć tylko raz w roku do "poskarżenia się" lub pochwalenia na wywiadówce?
Czemu odnoszę wrażenie, że uczniowie nie za bardzo lubią, gdy nauczyciel próbuje odnieść sprawy nauczanego przedmiotu do rodziców, omówić z nimi postępy i problemy związane z uczniami?
Czy wywiadówka MUSI się wciąż kojarzyć tylko z corocznym spotkaniem belfra z rodzicami, po którym młody ma otrzymać pochwałę lub zrypy? Czy to tak musi wyglądać?
Rad bym wiedzieć, jakie sposoby na ten stan rzeczy znalazłyby DUCHOWNA I TERESA, albo inni szanowni uczestnicy forum?
Będę wdzięczny za podpowiedzi, jak w praktyce WŁĄCZYĆ RODZICÓW W PROCES NAUCZANIA tak, by się to nie kojarzyło z samym skarżeniem.
:aok
Skoro katecheza i nauczanie ma małe szanse powodzenia bez świadomego współudziału rodziców, niech DUCHOWNA i TERESA spróbują zaproponować konkretne metody: JAK WŁĄCZYĆ RODZICÓW W PROCES NAUCZANIA (np. religii w szkole)?
Czy ma się to ograniczyć tylko raz w roku do "poskarżenia się" lub pochwalenia na wywiadówce?
Czemu odnoszę wrażenie, że uczniowie nie za bardzo lubią, gdy nauczyciel próbuje odnieść sprawy nauczanego przedmiotu do rodziców, omówić z nimi postępy i problemy związane z uczniami?
Czy wywiadówka MUSI się wciąż kojarzyć tylko z corocznym spotkaniem belfra z rodzicami, po którym młody ma otrzymać pochwałę lub zrypy? Czy to tak musi wyglądać?
Rad bym wiedzieć, jakie sposoby na ten stan rzeczy znalazłyby DUCHOWNA I TERESA, albo inni szanowni uczestnicy forum?
Będę wdzięczny za podpowiedzi, jak w praktyce WŁĄCZYĆ RODZICÓW W PROCES NAUCZANIA tak, by się to nie kojarzyło z samym skarżeniem.
:aok
Użytkownik

Postów: 74
Data rejestracji: 27.10.09
Ażeby rodzice mogli włączyć się w edukację religijną swoich dzieci, muszą otrzymać także pomoc. Muszą mieć możliwość uczestniczenia w katechezie dla dorosłych. Myślę, że wielu korzysta z mediów katolickich, ale jaki to procent, nie wiem. Katecheza w parafii dla dorosłych jest pilnie potrzebna.
Co do młodych, to myślę, że należy uświadomić im, że należy w życiu kierować się wiarą, należy być lektorem, czyli odczytywać prawdę objawioną, a nie kreować ją.
W refleksji nad prawdami wiary stoi na przeszkodzie błędna filozofia. Ogólnie mówiąc filozofia świadomościowa. Nie daje ona właściwego rozumienia rzeczywistości. Ale wydaje mi się, że z nauczania historii filozofii, metafizyki i filozofii realistycznej zrezygnowano nawet w wielu seminariach.
O dyskusji, to trochę prowokacyjnie.
Co do młodych, to myślę, że należy uświadomić im, że należy w życiu kierować się wiarą, należy być lektorem, czyli odczytywać prawdę objawioną, a nie kreować ją.
W refleksji nad prawdami wiary stoi na przeszkodzie błędna filozofia. Ogólnie mówiąc filozofia świadomościowa. Nie daje ona właściwego rozumienia rzeczywistości. Ale wydaje mi się, że z nauczania historii filozofii, metafizyki i filozofii realistycznej zrezygnowano nawet w wielu seminariach.
O dyskusji, to trochę prowokacyjnie.
Początkujący użytkownik

Postów: 48
Data rejestracji: 03.09.09
Dość mocno "wsiadłyście" w tym wątku na administratora Piotra. Myślę, że niesłusznie. Być może jego wypowiedź (nawet jeśli ktoś ma prawo się z nią nie zgadzać), może przedstawiać jego doświadczenia osobiste ze spotkań z młodymi ludźmi. Może sam kiedyś uczył w szkole i miał nie tylko pojedyncze przypadki niewiedzy uczniów. Pozwolę sobie zapytać administratora Piotra, aby może opowiedział nam szerzej swoje doświadczenia z zakresu spotkań i pracy z młodymi ludźmi. Może w ten sposób przybliży nam swoje stanowisko? Serdecznie prosiłbym, administratorze Piotrze, o zabranie głosu.
Nowicjusz

Postów: 3
Data rejestracji: 26.04.10
W poprzednim roku byłam uczennicą gimnazjum i przyznaję - tak jak mówi Katecheta - że nie za dużo wiemy o tej Maryi, ponieważ przeważnie na naszych lekcjach religi nie za dużo pracowaliśmy, a szczególnie na temat Maryi.
Administrator

Postów: 27
Data rejestracji: 13.12.08
O, wreszcie jakiś głos gimnazjalny:tiphat. I tu miło was zaskoczę. Znam osobiście takich nastolatków, którzy słuchają o Maryi, co więcej żyją jak Maryja, ewangelizują i mają coś do przekazania temu światu. Może się tym nie chwalą nie wiadomo jak, bo tacy "wierzący" by ich przysłowiowo zadziobali i powiedzieli, że w tym świecie przecież się tak nie da, bo technologia, bo inny przekaz. Jeśli my, wierząc,y samych siebie będziemy skazywać na przegraną, to tak będzie. Więcej nadziei i wiary! Żeby nie być gołosłownym, wejdźcie sobie na stronę o Młodzieżowym Ruchu Rycerstwa Niepokalanej (MRRN) albo Apostolskiej Grupie Rycerskiej (AGR). To są młodzi ludzie. Niektórzy już skończyli gimnazjum, a niektórzy są jeszcze w gimnazjum. Tutaj mówię bardziej o MRRN. Wielu z tych młodych ludzi robi prezentacje multimedialne i wie dużo o Maryi - i nie jest dewotami, dają naprawdę piękne świadectwo. Trochę dołujecie.
Jest źle, ale musimy sobie pomagać w dobrym, patrzeniu bardziej wzwyż, z wiarą.
Jest źle, ale musimy sobie pomagać w dobrym, patrzeniu bardziej wzwyż, z wiarą.
Użytkownik

Postów: 74
Data rejestracji: 27.10.09
Chwała, że jest taka młodzież gimnazjalna. Nie rozumiem słowa dewota. To jakiś skrót myślowy czy obraźliwe określenie osoby wierzącej, która ma odwagę wyrażać swoją wiarę w miejscach publicznych? Myślę, że powinniśmy unikać takich słów, które szufladkują ludzi, których tak naprawę nie znamy.
Jaki to procent młodzieży, która chce słuchać o Maryi? Myślę, że problem leży w tej części, która nie chce lub nie potrafi słuchać o Maryi, choć mieni się katolikami. Myślę, że prowadząc katechezę o Maryi z taką młodzieżą, należałoby wpierw wsłuchać się w głos młodych, z reguły zagubionych we współczesnym świecie, nie mających ugruntowanych pojęć, ale także bardzo często reagujących emocjonalnie i przyjmując postawę obronną.
Jaki to procent młodzieży, która chce słuchać o Maryi? Myślę, że problem leży w tej części, która nie chce lub nie potrafi słuchać o Maryi, choć mieni się katolikami. Myślę, że prowadząc katechezę o Maryi z taką młodzieżą, należałoby wpierw wsłuchać się w głos młodych, z reguły zagubionych we współczesnym świecie, nie mających ugruntowanych pojęć, ale także bardzo często reagujących emocjonalnie i przyjmując postawę obronną.
Początkujący użytkownik

Postów: 48
Data rejestracji: 03.09.09
Dobrze, że jest taka młodzież, jak Młodzieżowy Ruch Rycerstwa Niepokalanej, ale załóżmy, że teraz na tym forum są też obecni przedstawiciele młodzieży, która nie ma tak SOLIDNEJ FORMACJI CHRZEŚCIJAŃSKIEJ I MARYJNEJ. Ich zapatrywanie na sprawy teologii i hagiografii mogą być różne... I odnoszę wrażenie, że w tej dyskusji jesteśmy tego świadkami. Sądzę, że teraz na forum spotkała się młodzież z różnych środowisk, z różnym stopniem formacji chrześcijańskiej. Myślę, że to bardzo dobry znak, że zechcieli się tu pojawić!
Administrator

Postów: 31
Data rejestracji: 07.07.09
W odpowiedzi na prośbę "mimaksio"...
Teresa_91:
Znając kobiety, wiem, że potrafią czytać między wierszami więcej, niż tam jest napisane. Tak i Teresa_91 słowa "2/3 uczniów ledwo odklepie Ojcze nasz" zinterpretowała: "2/3 uczniów nie umie modlitwy Ojcze nasz"... Nie mam o to pretensji, tylko dyskusja jest utrudniona, bo nigdy nie wiadomo, jak "piękna płeć" nadinterpretuje te słowa
. Ale spróbuję pociągnąć wątek.
Tam, gdzie uczyłem (1 i 2 klasa LO - 1998-2000), każdy był przynajmniej raz pytany z modlitw "Ojcze nasz" i "Zdrowaś Maryjo". I niestety wyglądało to tragicznie - już wtedy. Bardzo bym chciał, by teraz sytuacja się poprawiła, ale mam poważne podejrzenia, że jest jeszcze gorzej. Swoją drogą, po kilku próbach poruszania "życiowych tematów", zrezygnowałem, ponieważ nie da się rzeczowo dyskutować z kimś, kto z wiedzą religijną zatrzymał się na etapie 2 klasy szkoły podstawowej, a swoją ignorancję chował pod próbami ośmieszenia, wykpienia lub sprowokowania katechety. Doprawdy, dalsza dyskusja stawała się podobnie jałowa, jak w tym wątku (z całym szacunkiem dla wypowiedzi każdego z Was, ale "jałowa" w tym sensie, że każdy i tak "nie zmieni swego zdania", jak to wprost napisała zarówno Teresa_91 post #10 i Duchowna_92: post #22 i post post #28). Podobnie i podczas dyskusji na katechezach - to była tylko strata czasu, bo i tak nikt swego zdania nie zmieniał.
Duchowna_92:
OK, na katechezie uczymy się materiału nie konkretnego (proszę wybaczyć trochę sarkazmu).
Duchowna_92:
Znowu nadinterpretacja. Proszę zwrócić uwagę, że napisałem: "Katecheza ma swój program i swoje cele..." (a z tego, co pamiętam, o Maryi w programie katechezy było tylko kilka lekcji). I katecheza to nie tylko "rozmawiajmy" - musi też być przekaz, by uczeń czegoś nowego się dowiedział i nauczył. Owszem, wspaniale byłoby, gdyby każdy temat katechezy odnosił się do jakichś życiowych problemów i sytuacji - i tu jest chyba miejsce na zdolności i umiejętności katechety, by tak przedstawić temat, by zaciekawił, a nawet wywołał dyskusję. A zatem np. 15-20 minut omówienia tematu i 15-20 min. dyskusji nazwijmy ją "życiową". Ale to tylko teoria, bo w praktyce, gdy uczniowie mają po katechezie klasówkę z polskiego, to choćby nie wiem jak katecheta stawał na głowie, większość uczniów będzie zajętych j. polskim...
swietoszkapl:
Kochana, nie chcę uogólniać, więc pisząc "młodzież", mam na myśli tych młodych ochrzczonych, którzy nie chodzą zbyt często lub wcale do kościoła, zatrzymali się w formacji religijnej na etapie szkoły podstawowej, rzadko się modlą (jeśli w ogóle) i mają powiedzmy liberalny stosunek do nauczania Kościoła szczególnie w sprawach moralnych zasad. Bo po co przekonywać do Maryi jako Ideału tą młodzież, która Ją zna, rozumie Jej rolę w historii zbawienia, w Kościele i w życiu człowieka, a niejednokrotnie zawierza Jej całe swoje życie? Dla takiej młodzieży wystarczy zapewne pogłębianie duchowości maryjnej (nie pobożności, bo ją zapewne mają na wystarczającym poziomie). Więc gdy mówiłem o młodzieży nie znającej Maryi, to myślałem o tej części, która - podobnie jak bohater z wypowiedzi "mimaksio" - nie wie nawet, w którym wieku żyła... Rozumiem, że znów odezwała się "kobieca rozszerzona nadinterpretacja" (nie wiem, skąd to, drogie Niewiasty, macie? Może by jakiś psycholog się na ten temat wypowiedział?), więc niestety muszę się przed Wami tłumaczyć...
Sorridente:
Naprawdę mam nadzieję, że przesadzam, że teraz jest o wiele lepiej, niż w czasach, kiedy uczyłem katechezy...
Duchowna_92:
Można się zniechęcić... "Ojcze nasz" i "Zdrowaś Maryjo" - to tylko dwie modlitwy, żadnych "pieśni", żadnych "wszystkich modlitw" - choć bardzo bym chciał, by wszyscy moi uczniowie umieli przynajmniej jeszcze "Anioł Pański", "Pod Twoją obronę", "Wierzę w Boga" i "Dziesięć Przykazań Bożych" - i żeby tych modlitw naprawdę nie trzeba było ich uczyć na katechezie! Bo przecież te modlitwy każdy wierzący i kochający Boga człowiek powinien w sposób naturalny wynieść z domu, nauczyć się od rodziców, a nie dopiero na katechezie - i to w szkole średniej (czy - o zgrozo - jeszcze po przyjęciu sakramentu dojrzałości chrześcijańskiej - bierzmowania). Ja np. nigdy nie musiałem się tych modlitw uczyć na katechezie, nie chwaląc się
.
mimaksio, rzeczywiście dyskusja nie posuwa się do przodu, gdy każdy musi się tłumaczyć z własnych wypowiedzi, bo został źle zrozumiany. Może uda się nam w tej dyskusji pisać bez domyślania się tego, czego ktoś w swej wypowiedzi nie napisał?
Teresa_91:
młodież nie potrafi podstawowych modlitw może miał Pan taki przypadek ze dwoch uczniow nie potrafiło lub mialo problermy z tym...
Znając kobiety, wiem, że potrafią czytać między wierszami więcej, niż tam jest napisane. Tak i Teresa_91 słowa "2/3 uczniów ledwo odklepie Ojcze nasz" zinterpretowała: "2/3 uczniów nie umie modlitwy Ojcze nasz"... Nie mam o to pretensji, tylko dyskusja jest utrudniona, bo nigdy nie wiadomo, jak "piękna płeć" nadinterpretuje te słowa
. Ale spróbuję pociągnąć wątek.Tam, gdzie uczyłem (1 i 2 klasa LO - 1998-2000), każdy był przynajmniej raz pytany z modlitw "Ojcze nasz" i "Zdrowaś Maryjo". I niestety wyglądało to tragicznie - już wtedy. Bardzo bym chciał, by teraz sytuacja się poprawiła, ale mam poważne podejrzenia, że jest jeszcze gorzej. Swoją drogą, po kilku próbach poruszania "życiowych tematów", zrezygnowałem, ponieważ nie da się rzeczowo dyskutować z kimś, kto z wiedzą religijną zatrzymał się na etapie 2 klasy szkoły podstawowej, a swoją ignorancję chował pod próbami ośmieszenia, wykpienia lub sprowokowania katechety. Doprawdy, dalsza dyskusja stawała się podobnie jałowa, jak w tym wątku (z całym szacunkiem dla wypowiedzi każdego z Was, ale "jałowa" w tym sensie, że każdy i tak "nie zmieni swego zdania", jak to wprost napisała zarówno Teresa_91 post #10 i Duchowna_92: post #22 i post post #28). Podobnie i podczas dyskusji na katechezach - to była tylko strata czasu, bo i tak nikt swego zdania nie zmieniał.
Duchowna_92:
na polskim... uczymy się konkretnego materiału
OK, na katechezie uczymy się materiału nie konkretnego (proszę wybaczyć trochę sarkazmu).
Duchowna_92:
Jeżeli Pan uważa, że lekcja religii powinna wyglądać tak, że rozmawiamy tylko o Maryi...
Znowu nadinterpretacja. Proszę zwrócić uwagę, że napisałem: "Katecheza ma swój program i swoje cele..." (a z tego, co pamiętam, o Maryi w programie katechezy było tylko kilka lekcji). I katecheza to nie tylko "rozmawiajmy" - musi też być przekaz, by uczeń czegoś nowego się dowiedział i nauczył. Owszem, wspaniale byłoby, gdyby każdy temat katechezy odnosił się do jakichś życiowych problemów i sytuacji - i tu jest chyba miejsce na zdolności i umiejętności katechety, by tak przedstawić temat, by zaciekawił, a nawet wywołał dyskusję. A zatem np. 15-20 minut omówienia tematu i 15-20 min. dyskusji nazwijmy ją "życiową". Ale to tylko teoria, bo w praktyce, gdy uczniowie mają po katechezie klasówkę z polskiego, to choćby nie wiem jak katecheta stawał na głowie, większość uczniów będzie zajętych j. polskim...
swietoszkapl:
Nie przsadzajmy panie Piotrze, że młodzież jest taka "głupia" wiemy kto to jest Maryja.
Kochana, nie chcę uogólniać, więc pisząc "młodzież", mam na myśli tych młodych ochrzczonych, którzy nie chodzą zbyt często lub wcale do kościoła, zatrzymali się w formacji religijnej na etapie szkoły podstawowej, rzadko się modlą (jeśli w ogóle) i mają powiedzmy liberalny stosunek do nauczania Kościoła szczególnie w sprawach moralnych zasad. Bo po co przekonywać do Maryi jako Ideału tą młodzież, która Ją zna, rozumie Jej rolę w historii zbawienia, w Kościele i w życiu człowieka, a niejednokrotnie zawierza Jej całe swoje życie? Dla takiej młodzieży wystarczy zapewne pogłębianie duchowości maryjnej (nie pobożności, bo ją zapewne mają na wystarczającym poziomie). Więc gdy mówiłem o młodzieży nie znającej Maryi, to myślałem o tej części, która - podobnie jak bohater z wypowiedzi "mimaksio" - nie wie nawet, w którym wieku żyła... Rozumiem, że znów odezwała się "kobieca rozszerzona nadinterpretacja" (nie wiem, skąd to, drogie Niewiasty, macie? Może by jakiś psycholog się na ten temat wypowiedział?), więc niestety muszę się przed Wami tłumaczyć...
Sorridente:
Dlaczego większość uczni przedstawiasz w takim świetle, że "ledwo odklepią "Ojcze nasz", a o "Zdrowaś Maryjo" ledwo co słyszeli" nie przesadzasz trochę?
Naprawdę mam nadzieję, że przesadzam, że teraz jest o wiele lepiej, niż w czasach, kiedy uczyłem katechezy...
Duchowna_92:
Co nam da, że do perfekcji opanujemy wszystkie modlitwy, pieśni...?
Można się zniechęcić... "Ojcze nasz" i "Zdrowaś Maryjo" - to tylko dwie modlitwy, żadnych "pieśni", żadnych "wszystkich modlitw" - choć bardzo bym chciał, by wszyscy moi uczniowie umieli przynajmniej jeszcze "Anioł Pański", "Pod Twoją obronę", "Wierzę w Boga" i "Dziesięć Przykazań Bożych" - i żeby tych modlitw naprawdę nie trzeba było ich uczyć na katechezie! Bo przecież te modlitwy każdy wierzący i kochający Boga człowiek powinien w sposób naturalny wynieść z domu, nauczyć się od rodziców, a nie dopiero na katechezie - i to w szkole średniej (czy - o zgrozo - jeszcze po przyjęciu sakramentu dojrzałości chrześcijańskiej - bierzmowania). Ja np. nigdy nie musiałem się tych modlitw uczyć na katechezie, nie chwaląc się
.mimaksio, rzeczywiście dyskusja nie posuwa się do przodu, gdy każdy musi się tłumaczyć z własnych wypowiedzi, bo został źle zrozumiany. Może uda się nam w tej dyskusji pisać bez domyślania się tego, czego ktoś w swej wypowiedzi nie napisał?
Użytkownik

Postów: 74
Data rejestracji: 27.10.09
Ja wiem, że jest tragicznie z dorastającą młodzieżą. Katecheza poważnie traktowana jest od sakramentu do sakramentu. Ale na katechezie w liceum mojej córki ksiądz puszczał filmy i nic więcej. Żeby jeszcze wartościowe. Masakra.
Myślę, że tak jak ostatni papieże kończyli swe wypowiedzi, odnosząc się do Maryi, tak można każdą katechezę kończyć nawiązaniem do Maryi. Są pisma katolickie, które poruszają ważne problemy dla młodzieży. Już raz wspomniałem o piśmie "Miłujcie się", ale spłynęło jak po kaczce.
Katecheza to jedno, a co z duszpasterstwem dla młodzieży? Jedno i drugie jest potrzebne. A z duszpasterstwem jest jeszcze gorzej.Ja nie wierzę, że młodzież może i najbardziej nastawiona na nie do religii i Kościoła, nie chce rozmawiać na ważne i nurtujące ją tematy. Może trzeba zacząć od najtrudniejszych problemów? Ale ciągle trzeba pilnować podstawowych pojęć. Nie zawsze wypowiadane słowa przez różne osoby znaczą to samo. O in vitro bardzo dobrze informuje Polskie Stowarzyszenie Obrońców Życia Człowieka
http://www.pro-life.pl/?a=index
Stowarzyszenie dysponuje bezpłatną broszurą, którą rozsyła do zainteresowanych.
Myślę, że tak jak ostatni papieże kończyli swe wypowiedzi, odnosząc się do Maryi, tak można każdą katechezę kończyć nawiązaniem do Maryi. Są pisma katolickie, które poruszają ważne problemy dla młodzieży. Już raz wspomniałem o piśmie "Miłujcie się", ale spłynęło jak po kaczce.
Katecheza to jedno, a co z duszpasterstwem dla młodzieży? Jedno i drugie jest potrzebne. A z duszpasterstwem jest jeszcze gorzej.Ja nie wierzę, że młodzież może i najbardziej nastawiona na nie do religii i Kościoła, nie chce rozmawiać na ważne i nurtujące ją tematy. Może trzeba zacząć od najtrudniejszych problemów? Ale ciągle trzeba pilnować podstawowych pojęć. Nie zawsze wypowiadane słowa przez różne osoby znaczą to samo. O in vitro bardzo dobrze informuje Polskie Stowarzyszenie Obrońców Życia Człowieka
http://www.pro-life.pl/?a=index
Stowarzyszenie dysponuje bezpłatną broszurą, którą rozsyła do zainteresowanych.
Dodany dnia 15-11-2010 11:23
Początkujący użytkownik

Postów: 28
Data rejestracji: 05.04.10
najbardziej kontrowersyjny a zarazem interesujący temat na katechezę w szkole ponadgimnazjalnej to DZIEWICTWO Maryi, ale jak??? pytają wszyscy, jak to możliwe??? dla niektórych najbardziej prawdopodobnym rozwiązaniem jest: CZY CZASACH MARYI BYŁO JUŻ IN VITRO???!!! jakakolwiek ingerencja nadprzyrodzona Boga w tę sprawę, w pierwszej chwili nie wchodzi w grę, ale cieszę się, bo temat, chociaż ŚCIŚLE DOGMATYCZNY i TEORETYCZNY, ale chwyta!
Użytkownik

Postów: 74
Data rejestracji: 27.10.09
Czy już temat się wyczerpał?
No to z grubej rury.
Po pierwszej lekcji religii w gimnazjum, syn obwieścił mi nowinę - tato piekła nie ma. Pani katechetka napisała pracę magisterską na ten temat, ale zakazała nam mówić dyrektorowi, bo pewnie by ją wyrzucił.
Wydaje mi się że nie ma problemu czy mówić o prezerwatywach czy nie.
Jest problem jak mówić o współżyciu kobiety i mężczyzny w związku małżeńskim i o czystości w związkach poza małżeńskich.
Nie można unikać żadnych tematów.
Kościół wielokrotnie wykładał znaczenie modlitw, naucza i teraz w Katechizmie Kościoła. Zrozumienie słów modlitwy Ojcze nasz i Pozdrowienia Anielskiego uchroni wielu przed bezmyślnym odmawianiem modlitw.
Kontemplacja tajemnic ewangelicznych przyjdzie z czasem odmawiania Różańca św. :tiphat:
No to z grubej rury.
Po pierwszej lekcji religii w gimnazjum, syn obwieścił mi nowinę - tato piekła nie ma. Pani katechetka napisała pracę magisterską na ten temat, ale zakazała nam mówić dyrektorowi, bo pewnie by ją wyrzucił.
Wydaje mi się że nie ma problemu czy mówić o prezerwatywach czy nie.
Jest problem jak mówić o współżyciu kobiety i mężczyzny w związku małżeńskim i o czystości w związkach poza małżeńskich.
Nie można unikać żadnych tematów.
Kościół wielokrotnie wykładał znaczenie modlitw, naucza i teraz w Katechizmie Kościoła. Zrozumienie słów modlitwy Ojcze nasz i Pozdrowienia Anielskiego uchroni wielu przed bezmyślnym odmawianiem modlitw.
Kontemplacja tajemnic ewangelicznych przyjdzie z czasem odmawiania Różańca św. :tiphat:

