
Główny administrator

Postów: 1
Data rejestracji: 16.03.11

Administrator

Postów: 11
Data rejestracji: 13.02.09

Nowicjusz

Postów: 4
Data rejestracji: 20.02.09

Administrator

Postów: 27
Data rejestracji: 13.12.08

Moderator

Postów: 8
Data rejestracji: 24.02.09

Administrator

Postów: 22
Data rejestracji: 23.02.09

Moderator

Postów: 8
Data rejestracji: 24.02.09

Główny administrator

Postów: 1
Data rejestracji: 16.03.11

Moderator

Postów: 8
Data rejestracji: 24.02.09

Główny administrator

Postów: 1
Data rejestracji: 16.03.11

Administrator

Postów: 22
Data rejestracji: 23.02.09

Użytkownik

Postów: 74
Data rejestracji: 27.10.09
Zobacz temat
Główny administrator

Postów: 1
Data rejestracji: 16.03.11
Błędem jest przypisywanie Maryi miejsca, które zajmują Duch Święty (jako Uświęciciel) i Jezus Chrystus (jako Jedyny Pośrednik).
Popełnia błąd ten, kto uważa, że wejście w związek z Maryją w tej formie czy tylko w ramach danego ruchu czy wspólnoty jest najbezpieczniejszą (czy też jedyną bezpieczną) drogą życia chrześcijańskiego i najkrótszą drogą do świętości.
W praktyce taka postawa może prowadzić do specyficznego uznania wyjątkowej pozycji danego ruchu czy wspólnoty w Kościele, co może też prowadzić do ryzyka powstania uzależnienia (od ruchu/wspólnoty) opartego na lęku.
Popełnia błąd ten, kto uważa, że wejście w związek z Maryją w tej formie czy tylko w ramach danego ruchu czy wspólnoty jest najbezpieczniejszą (czy też jedyną bezpieczną) drogą życia chrześcijańskiego i najkrótszą drogą do świętości.
W praktyce taka postawa może prowadzić do specyficznego uznania wyjątkowej pozycji danego ruchu czy wspólnoty w Kościele, co może też prowadzić do ryzyka powstania uzależnienia (od ruchu/wspólnoty) opartego na lęku.
Administrator

Postów: 11
Data rejestracji: 13.02.09
Maryja!
Tak zgadzam się z tym twierdzeniem, Maryja niesamowicie pomaga, ale celem nie jest Ona, ale zjednoczenie z Jezusem, Jej Synem. Droga z Maryją o tyle jest łatwiejsza, że we wszystkich przeciwnościach mamy zawsze przy naszym boku Matkę, która umie pocieszyć dodać odwagi by iść do przodu. Jest to wielkie ułatwienie, bo z nami ktoś kroczy, ale tak naprawdę to my Ją "używamy" jeśli tak mogę to określić, gdyż Ona staje się środkiem, jednym z wielu do zjednoczenia z Bogiem. Zachęcam wszystkich do oddania się Jej w duchu św. Maksymiliana, tzn. po to, by z Nią iść do Chrystusa, by zdobyć cały świat dla Chrystusa przez Niepokalaną. Ona będzie nas uczyć, a w pewnym momencie umieści w Sercu Jezusa. 3majcie się mocno zdrowej nauki jak mówił św. Paweł.
Tak zgadzam się z tym twierdzeniem, Maryja niesamowicie pomaga, ale celem nie jest Ona, ale zjednoczenie z Jezusem, Jej Synem. Droga z Maryją o tyle jest łatwiejsza, że we wszystkich przeciwnościach mamy zawsze przy naszym boku Matkę, która umie pocieszyć dodać odwagi by iść do przodu. Jest to wielkie ułatwienie, bo z nami ktoś kroczy, ale tak naprawdę to my Ją "używamy" jeśli tak mogę to określić, gdyż Ona staje się środkiem, jednym z wielu do zjednoczenia z Bogiem. Zachęcam wszystkich do oddania się Jej w duchu św. Maksymiliana, tzn. po to, by z Nią iść do Chrystusa, by zdobyć cały świat dla Chrystusa przez Niepokalaną. Ona będzie nas uczyć, a w pewnym momencie umieści w Sercu Jezusa. 3majcie się mocno zdrowej nauki jak mówił św. Paweł.
Nowicjusz

Postów: 4
Data rejestracji: 20.02.09
Myślę, że nie ma błędu w uciekaniu się do Maryi oraz w okazywaniu Jej czci. Tyle wieków Polska tak czyniła i nie błądziła. Myślę, że obecnie zbyt dużo jest zastanawiania się nad tym, aby nie okazywać za dużo czci Maryi, a tym samym nie ująć należnego uwielbienia Bogu samemu. Tak naprawdę zbyt mało modlimy się zarówno do Matki Bożej, jak i do Boga Ojca, Ducha Świętego i Jezusa Chrystusa. Moim zdaniem stąd wynikają te skrupuły.
Administrator

Postów: 27
Data rejestracji: 13.12.08
Jeśli Bóg będzie na pierwszym miejscu to wszystko będzie na swoim miejscu. Wiem że to może brzmi jak slogan, ale kryje wielką prawdę co do wielu spraw naszego życia. Mądrość, tę Bożą zdobywa się na kolanach a my czasem chcielibyśmy ją znaleźć gdzie indziej mędrkując. Nie ujmując szacunku teologii i nauce, to chyba wszystko powinno być nasycone i "przetrawione" na modlitwie. Musimy się też modlić za teologów, którzy zgłębiają te mądrości aby Maryja uprosiła im potrzebne łaski poznania Jej i przede wszystkim pokochania.:whackado
Moderator

Postów: 8
Data rejestracji: 24.02.09
Kto chwali dobrze funkcjonującą i sprawnie działającą maszynę, ten tak naprawdę chwali konstruktora; kto mówi o utworze, że jest genialny, tak naprawdę podziwia geniusz twórcy.
Wydaje mi się, że podobnie jest z Maryją i Jej Stwórcą - gdy zachwycamy się Jej pięknem, chwalimy Boga, który wyróżnił Ją niebywałą łaską i dał nam za wzór.
A ta obawa, żeby nie dać Maryi pierwszego miejsca, chyba rzeczywiście wynika z tego, że my w ogóle coraz rzadziej Bogu i Jego sprawom przyznajemy pierwszeństwo - więc szukamy wymówki.
Wydaje mi się, że podobnie jest z Maryją i Jej Stwórcą - gdy zachwycamy się Jej pięknem, chwalimy Boga, który wyróżnił Ją niebywałą łaską i dał nam za wzór.
A ta obawa, żeby nie dać Maryi pierwszego miejsca, chyba rzeczywiście wynika z tego, że my w ogóle coraz rzadziej Bogu i Jego sprawom przyznajemy pierwszeństwo - więc szukamy wymówki.
Administrator

Postów: 22
Data rejestracji: 23.02.09
To chyba jest tak, jak ze skrótami myślowymi - trzeba najpierw wiedzieć o co chodzi, żeby były zrozumiałe...
Jeśli mówię: "pomodlę się do Matki Bożej", mam na myśli, że pomodlę się do Boga, za Jej wstawiennictwem. Jednak gdyby ktoś nie wiedział, że to Bóg jest rzeczywistym adresatem mojej modlitwy, mógłby sobie ten niewiedzący ktoś pomyśleć, że to Maryja ma moc sprawczą. Choćby z tego powodu nie powinniśmy bagatelizować tego problemu...
Poza tym, myślimy pewnymi schematami i stosując uproszczenia często zapominamy, co tak naprawdę mieliśmy na myśli wymyślając dany skrót..
Oczywiście zgadzam się z przedmówczyniami - jeśli postawimy Boga na pierwszym miejscu, wszystko inne ułoży się w odpowiedniej kolejności. A że to trudne i wymaga poświęcenia - szukamy wymówek.
Jeśli mówię: "pomodlę się do Matki Bożej", mam na myśli, że pomodlę się do Boga, za Jej wstawiennictwem. Jednak gdyby ktoś nie wiedział, że to Bóg jest rzeczywistym adresatem mojej modlitwy, mógłby sobie ten niewiedzący ktoś pomyśleć, że to Maryja ma moc sprawczą. Choćby z tego powodu nie powinniśmy bagatelizować tego problemu...
Poza tym, myślimy pewnymi schematami i stosując uproszczenia często zapominamy, co tak naprawdę mieliśmy na myśli wymyślając dany skrót..
Oczywiście zgadzam się z przedmówczyniami - jeśli postawimy Boga na pierwszym miejscu, wszystko inne ułoży się w odpowiedniej kolejności. A że to trudne i wymaga poświęcenia - szukamy wymówek.
"De profundis clamavi ad te, Domine" (Psalmus 130, 1)
Moderator

Postów: 8
Data rejestracji: 24.02.09
Mam czasem wrażenie, że w ludowej pobożności podświadomie - mam nadzieję - trochę utrwalona jest koncepcja, bardzo popularna przecież w innych religiach, że Bóg i Maryja to para na wzór pary małżeńskiej, Jezus Chrystus jest Synem, który dla odkupienia człowieka sam stał się człowiekiem.
Nie wiem, na ile moje spostrzeżenia są słuszne - myślę, że łatwo w naszej religii o takie przesunięcia, jeśli ktoś jest "nieostrożny", wynikają one po prostu z dążności do antropomorfizacji i przekładania stosunków ludzkich na boskie.
Poza tym takie postrzeganie ma ważną "zaletę", ponieważ godzi w sposób bardzo prosty, jeśli nie prymitywny, rzeczy trudne do pogodzenia: skoro Bóg jest Ojcem (z wychowania religijnego okresu dzieciństwa wynosimy przekonanie, że jest On surowy, będzie nas karał, jak zawinimy, sprawiedliwy, ale i trochę jakby okrutny), to Maryja jest Matką - jest jakby obroną przed surową sprawiedliwością Boga Ojca - wszystko rozumie, zawsze przygarnie, kocha bez zastrzeżeń. I pewnie to racja - jeśli chodzi o Maryję, ale samego Pana Boga stawia takie myślenie w trochę kłopotliwej pozycji, nieprawdaż? Już nie mówiąc o Duchu Świętym, który często jest po prostu zepchnięty na margines.
Podsumowując - w pobożności ludowej (z moich obserwacji wnioskuję) Maryja niestety często jest ubóstwiona, ze względu na to, że (nawet jeśli pamiętamy, że jest człowiekiem) przejmuje "funkcje" Boga.
A więc czcić Maryję - tak, jak najbardziej, ale rozumnie, wiedząc, za co.
Nie wiem, na ile moje spostrzeżenia są słuszne - myślę, że łatwo w naszej religii o takie przesunięcia, jeśli ktoś jest "nieostrożny", wynikają one po prostu z dążności do antropomorfizacji i przekładania stosunków ludzkich na boskie.
Poza tym takie postrzeganie ma ważną "zaletę", ponieważ godzi w sposób bardzo prosty, jeśli nie prymitywny, rzeczy trudne do pogodzenia: skoro Bóg jest Ojcem (z wychowania religijnego okresu dzieciństwa wynosimy przekonanie, że jest On surowy, będzie nas karał, jak zawinimy, sprawiedliwy, ale i trochę jakby okrutny), to Maryja jest Matką - jest jakby obroną przed surową sprawiedliwością Boga Ojca - wszystko rozumie, zawsze przygarnie, kocha bez zastrzeżeń. I pewnie to racja - jeśli chodzi o Maryję, ale samego Pana Boga stawia takie myślenie w trochę kłopotliwej pozycji, nieprawdaż? Już nie mówiąc o Duchu Świętym, który często jest po prostu zepchnięty na margines.
Podsumowując - w pobożności ludowej (z moich obserwacji wnioskuję) Maryja niestety często jest ubóstwiona, ze względu na to, że (nawet jeśli pamiętamy, że jest człowiekiem) przejmuje "funkcje" Boga.
A więc czcić Maryję - tak, jak najbardziej, ale rozumnie, wiedząc, za co.
Główny administrator

Postów: 1
Data rejestracji: 16.03.11
W tym jest dużo racji, co mówisz, anusia. Przykładem tego jest dość znana pieśń maryjna, wyrosła z pobożności ludowej, Serdeczna Matko:
Św. Maksymilian, chcąc jakby złagodzić to spojrzenie na Boga i Maryję, doszedł do wniosku, że Maryja jest jakby uosobieniem Bożego Miłosierdzia. Stąd nazywana jest Matką miłosierdzia lub matką Miłosierdzia (gdy ma się na myśli, że porodziła Jezusa, Króla Miłosiernego).
Też z pism św. Maksymiliana można wywnioskować, że Pan Bóg sam tak chciał, aby Maryja była "narzędziem" Jego miłosierdzia.
Myślę, że to dobry kierunek spojrzenia na Maryję: chwalimy w Maryi to, co otrzymała od Boga, który uczynił Jej "wielkie rzeczy" po to, by Bogu przynieść jak największą chwałę przez doprowadzenie wszystkich ludzi do Chrystusa Zbawiciela.
Lecz kiedy Ojciec rozgniewany siecze, / Szczęśliwy, kto się do Matki uciecze.
Św. Maksymilian, chcąc jakby złagodzić to spojrzenie na Boga i Maryję, doszedł do wniosku, że Maryja jest jakby uosobieniem Bożego Miłosierdzia. Stąd nazywana jest Matką miłosierdzia lub matką Miłosierdzia (gdy ma się na myśli, że porodziła Jezusa, Króla Miłosiernego).
Ona nie patrzy na to, czy on godny łaski zmiłowania. Ona Matką tylko miłosierdzia, więc spieszy chociaż nawet nie wzywana tam, gdzie najwięcej nędzy w duszach. Owszem, im bardziej dusza zeszpeciła się grzechem, tym bardziej w niej okazuje się miłosierdzie Boże, którego uosobieniem jest właśnie Niepokalana.
Też z pism św. Maksymiliana można wywnioskować, że Pan Bóg sam tak chciał, aby Maryja była "narzędziem" Jego miłosierdzia.
Myślę, że to dobry kierunek spojrzenia na Maryję: chwalimy w Maryi to, co otrzymała od Boga, który uczynił Jej "wielkie rzeczy" po to, by Bogu przynieść jak największą chwałę przez doprowadzenie wszystkich ludzi do Chrystusa Zbawiciela.
Moderator

Postów: 8
Data rejestracji: 24.02.09
Wydaje mi się, ale mnie poprawcie, jeśli się mylę, że stosunkowo dużą rolę zaczęto w Kościele Katolickim przyznawać Maryi po Soborze Trydenckim, chyba na zasadzie: skoro protestanci są na NIE, my bądźmy na TAK. Takie myślenie ma spore uprawomocnienie w teologii i dogmatach, ale - jak wszystko, co mocno wchodzi w tradycję - staje się zautomatyzowane do tego stopnia, że dzisiaj zwykli ludzie nie wiedzą, za co czczą Maryję, oprócz tego, że oczywiście za wszystko; a ci, którzy uświadamiają to sobie, czują się oszukani, jakby byli wychowywani w półprawdzie.
Swoją drogą, chyba podobnie było z lekturą Pisma św. - skoro protestanci są bardzo ZA i to jeszcze z indywidualną interpretacją, my bądźmy ostrożni i wierzmy raczej Tradycji, a więc nie czytajmy Biblii, bo oni to robią. I tak wylaliśmy dziecko z kąpielą, co trwa do dzisiaj. A szkoda.
Swoją drogą, chyba podobnie było z lekturą Pisma św. - skoro protestanci są bardzo ZA i to jeszcze z indywidualną interpretacją, my bądźmy ostrożni i wierzmy raczej Tradycji, a więc nie czytajmy Biblii, bo oni to robią. I tak wylaliśmy dziecko z kąpielą, co trwa do dzisiaj. A szkoda.
Główny administrator

Postów: 1
Data rejestracji: 16.03.11
Jak pamiętam z historii Kościoła, to kult maryjny rozwijał się bujnie od IV wieku, kiedy chrześcijaństwo uzyskało religijną wolność i został ogłoszony dogmat o Bożej Rodzicielce (Theotokos). Od tamtej pory był on w Kościele "zgoła wyjątkowy" (Lumen gentium, 66) przez wszystkie wieki, aż do czasów właśnie Reformacji.
Reformacja odrzuciła wszelki kult świętych, głównie z powodu handlu relikwiami, co jednak nie spowodowało, że Kościół spotęgował ten handel, a wręcz przeciwnie, też kontrreformował kult świętych, by nie było w nim nadużyć, w tym także kult maryjny, który w tym czasie jakoś szczególnie się jednak nie rozwijał, poza tym, że wzmocniła się apologia kultu maryjnego i mocniejsze osadzenie go w Piśmie Świętym.
Zatem to też nie jest prawdą, że Kościół porzucił Biblię na rzecz Tradycji, ale obok Pisma Świętego uznał także Tradycję (czyli zasadniczo naukę Ojców Kościoła oraz tzw. sensus fidei - "zmysł wiary" Ludu Bożego) jako źródło Objawienia. A ścislej, to Pismo Święte włączył w ramy Tradycji:
Reformacja odrzuciła wszelki kult świętych, głównie z powodu handlu relikwiami, co jednak nie spowodowało, że Kościół spotęgował ten handel, a wręcz przeciwnie, też kontrreformował kult świętych, by nie było w nim nadużyć, w tym także kult maryjny, który w tym czasie jakoś szczególnie się jednak nie rozwijał, poza tym, że wzmocniła się apologia kultu maryjnego i mocniejsze osadzenie go w Piśmie Świętym.
Zatem to też nie jest prawdą, że Kościół porzucił Biblię na rzecz Tradycji, ale obok Pisma Świętego uznał także Tradycję (czyli zasadniczo naukę Ojców Kościoła oraz tzw. sensus fidei - "zmysł wiary" Ludu Bożego) jako źródło Objawienia. A ścislej, to Pismo Święte włączył w ramy Tradycji:
KKK 83 Tradycja apostolska, o której tu mówimy, pochodzi od Apostołów i przekazuje to, co oni otrzymali z nauczania i przykładu Jezusa, oraz to, czego nauczył ich Duch Święty. Pierwsze pokolenie chrześcijan nie miało jeszcze spisanego Nowego Testamentu; sam Nowy Testament poświadcza więc proces żywej Tradycji.
Administrator

Postów: 22
Data rejestracji: 23.02.09
Przypomniała mi się opowieść pewnego franciszkanina, który zapraszając kogoś na spotkanie MRRN usłyszał w odpowiedzi: "Będziemy rozważać Pismo święte? Przecież Rycerstwo Niepokalanej to ruch maryjny..."
Miałam też okazję rozmawiać z rycerzami Niepokalanej z pokolenia moich dziadków, którzy otwarcie przyznawali, że "czytanie Pisma św. to nie na ich głowę"...(tuż po tym, jak wysłuchaliśmy konferencji o biblijnych podstawach kultu maryjnego, która owszem, bardzo się wszystkim podobała, ale...) Chodzi mi o to, że nawet ludziom żywo zainteresowanym pogłębianiem swojej wiary nie jest łatwo sięgnąć po Pismo i na spotkaniach wolą pomodlić się na różańcu, zaśpiewać majówkę, czy jeśli mają taką możliwość wysłuchać konferencji kapłana...
Nie jest to może samo w sobie błędem w kulcie, (a przynajmniej nie musi nim być)...ale takim "kwiatkiem bez korzenia"...
Miałam też okazję rozmawiać z rycerzami Niepokalanej z pokolenia moich dziadków, którzy otwarcie przyznawali, że "czytanie Pisma św. to nie na ich głowę"...(tuż po tym, jak wysłuchaliśmy konferencji o biblijnych podstawach kultu maryjnego, która owszem, bardzo się wszystkim podobała, ale...) Chodzi mi o to, że nawet ludziom żywo zainteresowanym pogłębianiem swojej wiary nie jest łatwo sięgnąć po Pismo i na spotkaniach wolą pomodlić się na różańcu, zaśpiewać majówkę, czy jeśli mają taką możliwość wysłuchać konferencji kapłana...
Nie jest to może samo w sobie błędem w kulcie, (a przynajmniej nie musi nim być)...ale takim "kwiatkiem bez korzenia"...
"De profundis clamavi ad te, Domine" (Psalmus 130, 1)
Użytkownik

Postów: 74
Data rejestracji: 27.10.09
Czytanie Pisma św. w Polsce rozpoczeło się na skalę powszechną po wydaniu "Bibli Tysiąclecia". Z opowiadań mojej mamy wiem, że kapłani wcześniej nie zachęcali do czytania Pisma św. , a dziadek czytał w tajemnicy, gdyż Biblię przywiózł z Ameryki. Później w Polsce można było kupić Pismo św. wydane przez wydawnictwo biblijne (ewangelickie). Ale przecież do czytania Pisma św. należy się przygotować. Przeczytać chociaż wprowadzenie do Pisma św. Należy znać choćiaż podstawowe fakty z historii. Kult Maryi związany był z obrazami i figurami przedstawiającymi Matkę Bożą, towarzyszyły mu pieśni maryjne. I w nich były zawarte głębokie treści zakorzenione w Bibli. Zachęcam do przeczytania Godzinek i inych pieśni maryjnych.
:tiphat:egyptian
:tiphat:egyptian

